Twoja wyszukiwarka
Nasza Czeladź![]() Utwórz swoją wizytówkę |
Blog > Komentarze do wpisu
córce Buzka dolary dupą wychodzą na dobrym filmie "Rewers" w recenzji żyda Jastruna
Reżyser Borys Lankosz (ur. 31 marca 1973 w
Krakowie) Kilka dni temu moja młodsza generacja, której studencka przerwa
świąteczna przedłużyła się aż do Trzech Króli, zabrała mnie w Zakopanem do kina.
Akurat grali w lokalnym, zbudowanym jeszcze przed wojną kinie „Sokół” nagrodzony
„Złotymi Lwami” na zeszłorocznym Festiwalu w Gdyni film „Rewers”, więc się
zgodziłem młodszej generacji towarzyszyć. Spodziewałem się bowiem, tak jak to
było zazwyczaj za czasów PRL, że będzie to coś ciekawego. Niestety zawiedliśmy
się oboje i to pomimo naszej, sięgającej blisko pół wieku, różnicy pokoleniowej.
Ja już gdzieś w połowie tego wynagradzanego aż dziesięciokrotnie w Gdyni filmu
chciałem z nudów wyjść z kina. Zachwalany przez media „Rewers” okazał się bowiem
być czymś w rodzaju namolnego, propagandowego stalinowskiego „produkcyjniaka”, oczywiście ustawionego „w
odwrotną stronę”, czyli rodzajem „ubęcwalacza”, charakterystycznego dla ducha
nowo-kapitalistycznej Polski. Skąd ten neologizm „ubęcwalacz”? Otóż jak
pamiętam, w latach 1950 w krakowskim tygodniku „Przekrój” co tydzień na
ostatniej stronie pojawiała się proto-komiksowa postać „hrabiego Augusta
Bęc-Walskiego”, który wygłaszał reakcyjne, pro-kapitalistyczne i anty-ludowe
sentencje. Zaś w „Rewersie” takie właśnie anty-ludowe sentencje wygłasza starsza
wiekiem przedstawicielka klasy przed II Wojną posiadającej, której rolę w filmie
odegrała znana krakowska aktorka Anna Polony.
Jak na opowieść o życiu w Polsce anno domini 1952 przystało,
zamiast wizerunków Papieża, częstokroć dekorujących ważne dzisiaj placówki
kultury duchowej, w tym i witryny internetowe (patrz np. portal
wirtualnapolonia.com), na filmie gabinet redaktora naczelnego czasopisma
„Poezja” przyozdabia (rzeczywiście wtedy obowiązkowy) portret prezydenta
Bieruta, zaś w sekretariacie redakcji umieszczony został (nie obowiązkowy wtedy)
portret Karola Marksa. No i przez pierwszą – bez przesady – połowę filmu, jego
młoda, z „dobrej rodziny” bohaterka, którą gra Agata Buzek, się męczy nad
sposobem ukrycia, przed Władzą Ludową, złotej – chyba 20? – dolarówki, z
symbolicznym napisem „Liberty” czyli „Wolność”. Tę złotą monetę, symbolizującą
rozwydrzenie amerykańskiego kapitalizmu, ówczesna obrzydliwie totalitarna władza
rodzinie o dobrych ziemiańskich korzeniach chciała oczywiście zarekwirować. I tu
zachodzi historyczna nieścisłość. Otóż z tych odległych dzisiaj czasów jako
dziecko zapamiętałem, że moja dalsza litewska, ziemiańska rodzina – a pochodził
z niej przecież najlepszy as wywiadu „średniego” PRL, kapitan Andrzej
Czechowicz, który pod koniec lat 1960 „rozpracował” redakcję Wolnej Europy w
Monachium – rzeczywiście kamuflowała otrzymywane z USA papierowe dolary w
wypełnionych mąką puszkach po darach z UNRA. Natomiast nasze rodzinne
post-burżuazyjne precjoza, w tym i te ze złota, nie interesowały władz, istniały
wtedy przecież sklepy „Jubilera”, w których można było legalnie takie przedmioty
kupić względnie sprzedać. Aby ukryć tę ponoć trefną za Stalina, złotą (20?)-dolarówkę, młoda
redaktorka miesięcznika „Poezja” zastosowała znaną od tysiącleci metodę
polegającą na połykaniu i ukrywaniu w przewodzie pokarmowym cennych, małych
przedmiotów. (Według źródeł historycznych ta metoda była tak popularna wśród
Żydów uciekających z Jerozolimy po jej zdobyciu przez Rzym w 135 roku, że
rzymscy żołnierze „na żywo” rozcinali uciekinierom trzewia, by wydobyć ukryte w
ich wnętrzu kosztowności.) Ta dobrze
znana i współczesnym przemytnikom metoda nadaje się do względnie krótkotrwałego
ukrycia nie rozpuszczalnych przez kwasy żołądkowe przedmiotów, natomiast staje
się ona kompletnie absurdalna gdy trefny obiekt trzeba ukrywać przez długie
okresy czasu. Na pozór rewelacyjny zatem pomysł autora scenariusza, by w ten
antyczny sposób kamuflować, przez całe miesiące, posiadanie złotych monet,
pasuje zatem jak ulał do tekstów satyrycznej rubryki „Przygody rodziny Augusta
Bęc-Walskiego” w krakowskim „Przekroju” lat 1950-tych. Ponieważ po kilku dniach
złoty symbol „amerykańskiej wolności” był przez bohaterkę filmu z konieczności
wydalany wraz ze stolcem, więc po jego odszukaniu w odchodach (czego na
szczęście w kinie nie pokazywano), trzeba go było dokładnie opłukać i połknąć po
raz wtóry. I na fotogenicznych zdjęciach dokonywanej cyklicznie w łazience przed
lustrem, czynności oczyszczania i połykania złotej „hostii”, zbiegała w zasadzie
pierwsza połowa filmu „Rewers”, mająca przedstawiać zabawno-straszne sceny z
życia we wczesnym PRL-u.
Dopiero następnego dnia po obejrzeniu tego osiągnięcia młodej polskiej kinematografii zacząłem kojarzyć, że sceny z połykaniem złotej monety były celowo wydłużone jako „wprowadzenie ideologiczne” do głównego wątku „Rewersu”. Otóż eksponowany na ścianie redakcji „Poezji”, brodaty Karol Marks, w krótkim artykule „Zur Judefrage” z roku 1844 („W kwestii żydowskiej”, patrz I tom „Dzieł” K. Marksa i F. Engelsa) postulował, że pieniądz i złoto to „prawdziwy bóg żydowski”, który stał się „bogiem świata”. A zatem i połykana przez młodą aktorkę z nabożeństwem, przed lustrem złota „hostia” z napisem „Liberty”, to było nic innego jak powtarzanie w filmie znanych z kościoła aktów przyjmowania komunii, w tym wypadku komunii z „bogiem” kapitalizmu, o którego powrocie marzył, na łamach „Przekroju” przed 50 laty, hrabia August Bęc-Walski. Co więcej, od mego francuskiego, pochodzącego z żydów sefardyjskich kolegi Jeana Abou, którego znałem jeszcze z czasów naszych graduate studies na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, dowiedziałem się, przy okazji mego kolejnego pobytu w Paryżu w latach 1990-tych, że dla wczesnych chrześcijan pieniądz i złoto po prostu kojarzyły się z ...gównem. A zatem i nie uwidocznione na taśmie „Rewersu”, konieczne dla rzetelności scenariusza, sceny wydobywania przez bohaterkę – w realu córkę obecnego Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka – złota z jej własnych odchodów, też mogą być traktowane jako ilustracje marksistowsko-freudowskiej teorii wielbienia przez burżuazję oralno-analnych kontaktów seksualnych z tejże burżuazji „bogiem”. poniedziałek, 11 stycznia 2010, kultur
|