nonsens
@import url(http://www.google.pl/cse/api/branding.css);
Twoja wyszukiwarka
Nasza Czeladź

Utwórz swoją wizytówkę
Blog > Komentarze do wpisu
Honorowy Członek Stowarzyszenia Represjonowanych w Zielonej Górze w Stanie Wojennym, uchwałą z 10.09.2010 r.
Lech Wałęsa Sobota, 11 września 2010

Dzięki


                                                 Napisał sowa (») dzisiaj w 14:40 w kategorii Lech Walesa,

Sdílet 
gdansk/represjonowany.jpg

"...Początkowo Wałęsa siedział w ładnie położonej willi w Chylicach koło Piaseczna, a później w tzw. Pałacu Wielkim w Otwocku, z bardzo dużym, zadbanym parkiem i stawami rybnymi, w których mógł łowić ryby do woli. W końcowej fazie internowania przebywał w ośrodku rządowym Arłamów. Poza tym, że był pozbawiony wolności, to - zdaniem byłych funkcjonariuszy MSW - nie mógł na nic narzekać (...). Były Oficer BOR: - Niczego mu nie brakowało i spełniano praktycznie każde jego życzenie. Kiedy na początku roku 1982 spotkał się w Chylicach z delegacją Międzynarodowej Organizacji Pracy i jej przewodniczącym Blanchardem, na ich zdziwione pytanie, jak to możliwe, że jest internowany, a jednocześnie znajduje się w tak komfortowych warunkach (kelnerzy w smokingach, francuskie wina i koniaki do wystawnego obiadu), pan Lech  z właściwym sobie poczuciem humoru odpowiedział: Jaki komfort? Tu zorganizowano nam spotkanie, żeby was Panowie nie gorszyć, ale gdybyście zobaczyli ten pałac, w którym jestem trzymany na co dzień, to dopiero zobaczylibyście, co to znaczy komfort.

Również i potem, kiedy przeniesiono go do rezydencji URM w Arłamowie, jego warunki internowania były wyjątkowe. Często przez kilka dni przebywała u niego żona i dzieci. Bardzo częstymi gośćmi byli miejscowi księża i przedstawiciele Episkopatu z Warszawy.

* Mówi oficer MSW pracujący w tym czasie w Arłamowie:

- Niektórzy mówili potem, że dawano Wałęsie środki farmakologiczne, bo bardzo utył. Ależ gdzież tam! On po prostu lubił jeść i nie żałował sobie. Wypić też lubił, ale nie bardzo było co. Kiedyś nas pół żartem, pół serio, opieprzył, że dajemy mu gruzińskie koniaki, a on poniżej francuskich nie schodzi. Kiedy przedstawiliśmy gen. Kiszczakowi końcowy rachunek za wyżywienie i alkohole dla Wałęsy, to aż się złapał za głowę. Odmówił opłacenia go z rachunków MSW i kazał iść z tym do szefa URM, gen. Janiszewskiego, bo on ma więcej pieniędzy. Panowie, Wałęsa 16 kilo przytył w internie".

Witold Bereś, Jerzy Skoczylas: Generał Kiszczak mówi... prawie wszystko. Warszawa 1991, s.: 152-3.

http://sowa.quicksnake.pl/Lech-Walesa/Honorowy-Czonek-Stowarzyszenia-Represjonowanych-w-Zielonej-Gorze-w-Stanie-Wojennym-uchwa-z-10-09-2010-r
sobota, 11 września 2010, kultur

Polecane wpisy