- Realne problemy Polaków nie są dziś takie, żeby groziła nam
jakaś fala strajków. Więc jeśli media tych strajków nie wykreują, to ich nie
będzie. Jesteśmy znacznie bardziej dojrzali, niż się nam czasem wydaje - mówił w
TVN24 Michał Boni, szef zespołu doradców strategicznych premiera.
Naomi Klein ur. 1970, kanadyjska dziennikarka, publicystka i działaczka
społeczna; jej rodzina zarówno ze strony matki jak i ojca wywodzi się
właśnie z Polski, gdzie nosi nazwiska: Malicki, Malik, Maleńczyk,
Malinowski, Małecki, Malikot, Małęsa, Małysz
światowy antynaród bezwzględnych osobników,
dla których bogiem jest pieniądz,
żydokomunistyczna mentalność okupanta
i prawo cadyka w Polsce
sprawiają, że miliony Polaków pozbawia się w ich Ojczyźnie warunków do
życia: nie mając pracy i prawa do zasiłku Polacy zmuszani są do emigracji;
miesięcznie opuszcza nasz kraj na stałe kilkadziesiąt tysięcy
Rodaków.
Tymczasem mendy iskomunysyny pomnażają swój złodziejski kapitał. Ten sam model przemian
własnościowych realizowany jest we wszystkich innych krajach komunistycznych, od
Wietnamu po Niemcy. Narody świata zdominowane zostały przez jeden światowy
antynaród bezwzględnych osobników,
dla których bogiem jest pieniądz, a szatan najwyższą instancją moralną. Za
strukturami oficjalnej władzy uryta jest władza prawdziwa
(objawiona częściowo
w Magdalence i obwieszczona Polakom w Sejmie), władza przejmowana od
17.9.1939 r. i prezkazywana z ojca na skomunysyna.
Od najwyższego do
najniższego szczebla; od Rządu i Kancelarii Prezydenta po Urząd Gminny;
Niektórym się wydaje, że do osiągnięcia w życiu sukcesu najpierw trzeba ciężko pracować, a przy tym być przyzwoitym. Okazuje się ostatnio, że niekoniecznie. Ciężko pracować nie zawadzi, ale już z tą przyzwoitością bywa różnie.
Cały kłopot z przyzwoitością rozpoczął się zaraz po transformacji ustrojowej. Lustracja, dekomunizacja, deubekizacja, te pojęcia od początku stały się kością niezgody. Dla jednych był to proces sprawiedliwości dziejowej, konieczny dla oczyszczenia życia publicznego z osób o niechlubnej przeszłości. Dla innych było to polowanie na czarownice i program odwetu.
Podział w zasadzie był wówczas prosty. Po jednej stronie ci, którzy walczyli z reżimem i doprowadzili do jego upadku. Po drugiej ci, którzy tamten system umacniali, zasłużeni funkcjonariusze władzy. Ale też i ci, którzy z systemem współpracowali. Werbowani w różny sposób przez ówczesne służby bezpieczeństwa.
Ten jasny początkowo podział na złych i dobrych okazał się bardzo szybko iluzoryczny. Zamiast przeprowadzić proces oczyszczania państwa, jak to zrobili nasi zachodni i południowi sąsiedzi, mamy od lat festiwal pomówień, wojny na teczki, kolekcjonowanie haków przez wszystkich na wszystkich.
Kłopoty z przyzwoitością zaczęły się wówczas, gdy pośród tajnych współpracowników byłych służb specjalnych pojawiać się poczęły nazwiska ludzi, których nikt o takie związki nigdy by nie podejrzewał. Zwłaszcza, gdy ten i ów, z racji zasług walki z systemem, znajdował się na wysokich stanowiskach we władzach kolejnych rządów.
Postawy najzagorzalszych zwolenników lustracji zaczęły nagle ulegać przedziwnej metamorfozie. Wszystko zaś zależało od tego, komu postawiono zarzuty współpracy z reżimem. Okazało się naraz, że jednych można potępić od razu, wystarczyło słowo esbeka. Innych, mimo dowodów na współpracę, można usprawiedliwiać na wszelkie sposoby. Mało tego, można ich nawet cenić i poważać. Z racji ich kompetencji. Nawet powierzać wysokie stanowiska państwowe.
Wygląda zaś na to, że taka przepustką do przyzwoitości jest po prostu wyznanie swoich win i publiczne wyrażenie skruchy. No, może nie dla wszystkich taka przepustka do przyzwoitości jest dostępna. Sędzia skazujący opozycjonistów powie przepraszam i już jest oczyszczony, a nawet w nagrodę otrzymuje stanowisko wiceministra. Ale już duchowny za swoje przepraszam kardynalskiego kapelusza nie dostanie. Inny aparatczyk partyjny tez może zostać ministrem, choć ten to nawet i bez przepraszam, co w świetle haseł o dekomunizacji wygląda cokolwiek dziwnie.
Teraz znów słychać o kolejnym skruszonym współpracowniku tajnych służb. I znów ceni się go za to, że publicznie wyznał swoje winy. Kilkanaście lat ich nie wyznawał, choć już wówczas zajmował wysokie stanowiska. Ruszyło sumienie? A może chodzi o to, że przepisy się zmieniły i wyznać swoje grzechy po prostu musiał? Ale, jak słychać, dla niektórych jest to wyraz wręcz heroizmu. Wystarczający, by i w tym wypadku widzieć go na stanowisku państwowym.
Takich przykładów jest więcej i zapewne będą się one cyklicznie pojawiać nadal. Czy można z tego wyciągać jakieś wnioski? Na przykład takie, że nie ma znaczenia, do jakich łajdactw posunąłeś się w przeszłości. Ważne, byś wyznał publicznie swoje grzechy, publicznie przeprosił i wszystko masz odpuszczone. Dla wielu, jak widać, staje się to przepustką do zaszczytów.
Jeśli tak, to całe te akcje z powszechną lustracją mają chyba jedynie na celu wyszukiwanie odpowiednich kandydatów do obsadzania stanowisk państwowych.
Przez kilkanaście lat powstało wiele różnych list z rzekomymi czy prawdziwymi tajnymi współpracownikami. Figurują tam nazwiska wielu znanych, wielu zasłużonych, uznawanych dotąd za autorytety. Co z tego jest prawdą, oceniać powinny sądy. Na razie ocenia to społeczeństwo. Ostro, jednoznacznie, bez zabawy w rozpatrywanie niuansów czy okoliczności. Kapuś to kapuś.
Ale wydaje się, iż zamiast sądów pojawiła się właśnie inna droga, prosta i dająca niektórym profity. Publiczne wyznanie grzechów i równie publiczne przeproszenie. Władza docenia szczerość. Nawet odpowiednio wynagradza. A jeszcze jak się do całego tego wyznania doda, że wprawdzie kapusiem, to i owszem, było się, ale za to nic i nigdy się żadnemu esbekowi nie przekazało, to może nawet i aureolę wyrychtują koledzy z konspiracji.
TW wszelkiego autoramentu zapraszamy zatem do hurtowych spowiedzi i przepraszania.
żeby nie było jak z kapusiem kapuścińskim - dr h.c. UŚ Jerzy Stuhr - wyczesać kadrę naukową ze wszystkich GNID UBECKICH
Jerzy Stuhr - doktor honoris causa UŚ
Jerzy Stuhr, aktor, reżyser i pedagog, odebrał w piątek w Teatrze Śląskim z rąk profesora Janusza Janeczka, rektora UŚ, dyplom doktora honoris causa - najbardziej zaszczytne wyróżnienie nadawane przez środowisko akademickie.
SPRAWOZDANIE STENOGRAFICZNE (plik pdf) Wersja robocza Warszawa, dnia 10 maja 2007 r.
[...] Marszałek Bogdan Borusewicz: Czy są jeszcze jakieś inne pytania? Nie ma. Dziękuję bardzo. (Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Benedykt Czuma: Dziękuję.) Czy ktoś z państwa senatorów chce zadać pytanie kandydatowi na członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, panu Andrzejowi Gwieździe? Poproszę pana do mównicy. Pan senator Szaleniec.
Senator Zbigniew Szaleniec: Dziękuję, Panie Marszałku. Ja pytam nie tylko dla równowagi, ale także dlatego, że jestem ciekawy: jaki pan Andrzej Gwiazda ma stosunek do dzisiejszej ustawy lustracyjnej? I drugie pytanie: jakie ma pan zdanie na temat szerokiego otwarcia całej dokumentacji IPN bez specjalnych dodatkowych ograniczeń lustracyjnych? Dziękuję.
Senator Władysław Sidorowicz: (...) mówi pan o tym, że to w gruncie rzeczy SB zaplanowała przemiany. A ja znam szerszą tezę, że to jest w ogóle manewr KGB. I chciałbym zadać pytanie, jak to pogodzić z pewną pedagogiką społeczną, zgodnie z którą chcielibyśmy mieć aktywnych obywateli, ufających, że angażowanie się w dobro wspólne jest czymś, co buduje historię, co buduje jakąś racjonalność. I drugie pytanie. Otóż w tych pana cytatach z kwerendy w archiwach dopatruję się pewnego szukania potwierdzenia tej tezy. Czy to nie jest ryzykowne? Ja czytając na przykład artykuły Michnika, po przeczytaniu trzeciego ich zdania już wiem, jaka będzie selekcja faktów, ponieważ on ma z góry założoną tezę i do niej wybiera z bogatej faktografii to, co mu pasuje. Więc jest pytanie, czy nie jest ryzykowne robienie tego w drugą stronę, stawianie takiej tezy, że jednak... Ja przeżywałem to osobiście. To moje pytanie trochę przekracza minutę, ale wybaczą państwo, to jest dla mnie bardzo poważna sprawa. W wypadku wydarzeń marcowych też się mówi o mechanizmie prowokacji, o tym, że to wewnętrzna gra partyjna powodowała, iż uruchomione zostały pewne procesy społeczne. Dalibóg, jeśli nawet był mechanizm prowokacji, to jest z tym tak, jak z pytaniem, czy ten, kto ruszył kamień, odpowiada za lawinę, którą wywołał. Czy podobnie nie było z Okrągłym Stołem i z innymi wydarzeniami? Czy, krótko mówiąc, nie przecenia pan roli spisku w przebiegu zdarzeń historycznych?
Marszałek Bogdan Borusewicz: Proszę bardzo.
Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Może zacznę od końca. Otóż praca jest naukowa czy twierdzenie jest naukowe wtedy, kiedy jest weryfikowalne. Podejmując jakiś temat, przystępuje się do pracy nad nim z pewną tezą, a następnie tę tezę się weryfikuje i ta teza albo się potwierdza w faktach, albo upada. Są fakty, które świadczą o spisku, i te fakty są na tyle silne, że jak dotychczas przez osiemnaście lat nie dało ich się zakrzyczeć wielkim wrzaskiem propagandowym. I trzeba to sprawdzić. Czy jestem wyznawcą teorii spiskowej? Trudno nie być wyznawcą teorii spiskowej po doświadczeniu "Solidarności", Panie Senatorze, kiedy wiadomo - co do tego nie mam żadnych wątpliwości, bo to sprawdziłem - że strajk sierpniowy był prowokowany no i że wyszło im to, że o mało nie pozbyli się funkcji i stał się... A więc jakby wracamy tu do motywu ucznia czarnoksiężnika. Wywołali społeczeństwo na scenę, tak jak kilka razy za komuny już im się zdarzało, i tym razem społeczeństwo powiedziało: a my nie zejdziemy. I pozostali na scenie, i przejęli częściowo rolę reżysera. A teraz wrażliwość społeczna. Otóż w 1979 r., przed rocznicą Grudnia, w naszym mieszkaniu, że tak powiem, na bezczelnego zrobiliśmy spotkanie na około czterdzieści osób; wszyscy siedzieli sobie na podłodze, na butach. W zasadzie w stu procentach byli to robotnicy. I tematem dyskusji było to, czy strajk w 1970 r. był sprowokowany. Po dwóch godzinach dyskusji zebrani doszli do wnioski, że jest to nieważne, bo jeżeli ludzie nie chcą strajkować, to żaden prowokator ich do tego nie skłoni, jeśli natomiast są gotowi do strajku, to jest obojętne, czy to "stajemy!" krzyknie kolega, czy prowokator. I wydaje mi się, że po prostu tak było. Niezależnie od tego, na ile było tak, że "Solidarność" powstawała w spisku i jakie spiski kotłowały się w środku, cały bunt "Solidarności", cały związek zawodowy "Solidarność", był absolutnie autentyczny, autentyczny do tego stopnia, że agenci i prowokatorzy musieli powtarzać nasze tezy, bo gdyby próbowali lansować inne, to ich żywot w gremiach kierowniczych byłby dwudniowy.
Marszałek Bogdan Borusewicz: Dziękuję. Ale teraz ja muszę zadać pytanie, ponieważ ja podjąłem decyzje o strajku sierpniowym. Osobiście. I tę decyzję wprowadziłem w życie.
W związku z tym chcę zadać pytanie panu Andrzejowi Gwieździe: czy uważa, że ja byłem prowokatorem? (Senator Czesław Ryszka: Nigdy w życiu!) (Głos z sali: Nie w tym sensie.)
Duda-Gwiazda, Gwiazda Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Pewne te... wskazują na to... (Marszałek Bogdan Borusewicz: No tak, to...) (Wesołość na sali) (Senator Władysław Sidorowicz: To moje pytanie o pedagogikę społeczną.) (Marszałek Bogdan Borusewicz: Rozumiem.) Ale mam nadzieję, że to zostanie wyjaśnione i nie będzie... (Wesołość na sali) (Poruszenie na sali)
Marszałek Bogdan Borusewicz: Nie, to ja rozumiem, że pan stwierdza, że byłem prowokatorem, tak? No nie, no...
Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Że pewne... pewne rzeczy na to wskazują i mam nadzieję, że to się wyjaśni.
Marszałek Bogdan Borusewicz: Dobrze. A byłem prowokatorem KGB, SB czy może Mosadu? (Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Proszę?) Jakiej służby byłem prowokatorem? KGB, Mosadu czy SB?
Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Nie wiem. (Senator Czesław Ryszka: Nieświadomym narzędziem.) Nie wiem, absolutnie nie podejmuję się... (Marszałek Bogdan Borusewicz: Czy światowym agentem?) (Senator Czesław Ryszka: Nieświadomym narzędziem.) Naprzód... Zaraz, zaraz, chwileczkę, no zachowajmy pewną logiczną ciągłość. Naprzód musiałbym mieć potwierdzenie... (Głos z sali: Na pewno światowej masonerii.) ...a potem mógłbym... moglibyśmy dyskutować.
Marszałek Bogdan Borusewicz: No to... Rozumiem. No to ma pan potwierdzenie, Panie Andrzeju Gwiazdo, czy nie ma pan tego potwierdzenia?
Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Nie mam.
Marszałek Bogdan Borusewicz: No to dlaczego pan mówi tego typu tezy, które są wysuwane w stosunku do mnie?
Kandydat na Członka Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Andrzej Gwiazda: Dlatego, że dostałem takie pytanie. (Wesołość na sali) No cóż...
blog administracyjnie zablokowoany przez agore Adama Michnika:
http://czeladz.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?85628 wtorek, 20 grudnia 2005 Szaleniec ...który wcześniej latami figurował w rachubie kopalnii i kasował jako dołowy pracownik fizyczny, jak piłkarze i trenerzy, a po cichu postarał się o dwa fakultety. Przez parę lat był członkiem Rady Nadzorczej Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej i jednocześnie sam sią kontrolował, bo zasiadał w komisji rewizyjnej tej spółdzielni; żonie załatwił zasiadanie w Bibliotece Miejskiej, a gdzie jeszcze zasiądzie, to czas pokaże.
Urodziłem się 8 grudnia 1954 r. w Zabrzu. Kilka miesięcy później moja rodzina przeniosła się do Chorzowa. Tutaj spędziłem następne 25 lat. W 1979 r. po ślubie zamieszkałem wraz z żoną w Sosnowcu, a rok później w Czeladzi, gdzie mieszkam do dziś.
Po ukończeniu szkoły podstawowej, Technikum Elektromechanicznego w Chorzowie i odbyciu 2-letniej służby wojskowej, podjąłem studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach na kierunku trenerskim piłki nożnej. Studia ukończyłem z tytułem magistra sportu i trenera II klasy państwowej. W 1997 r. na wydziale Prawa Uniwersytetu Śląskiego ukończyłem Studia Podyplomowe w zakresie Administracji i Zarządzania. Ponadto zaliczyłem kilka kursów doskonalących m.in. kurs zarządzania placówkami oświatowymi.
Karierę zawodową rozpocząłem jako pracownik dołowy wydziału elektrycznego Kopalni Śląsk w Rudzie Śląskiej. Następne 15 lat przepracowałem w górnictwie, awansując od pracownika fizycznego po inspektora gospodarki materiałowej. W 1990 roku powziąłem decyzję o zmianie charakteru mojego zatrudnienia. Od września rozpocząłem pracę w Liceum Ogólnokształcącym w Czeladzi,jako nauczyciel WF-u. Trzy lata później zostałem wybrany na doradcę metodycznego, którym byłem przez 9 lat. Pracę w oświacie zakończyłem piastując stanowisko dyrektora Zespołu Szkół, powstałego z połączenia czeladzkich liceów ogólnokształcącego i ekonomicznego. Po kilku miesiącach dyrektorowania z dniem 1 grudnia 2002 r., Burmistrz Miasta Czeladź Marek Mrozowski powierzył mi funkcję zastępcy burmistrza, którą piastuję do dnia dzisiejszego.
Moją pasją od zawsze był sport, a szczególnie piłka nożna. Już jako dziecko trenowałem piłkę w klubie GKS Prezydent w Chorzowie. Tutaj rozgrywałem mecze trampkarzy i juniorów. Później grałem w III ligowym Górniku Świętochłowice. Karierę zakończyłem, mając 23 lata, bowiem służba wojskowa spowodowała zbyt długą przerwę jak na czynnego zawodnika. Natychmiast jednak podjąłem pracę trenera w szkółce piłkarskiej przy Stadionie Śląskim. Największym osiągnięciem z 5 letniego okresu pracy z młodzieżą, poza sukcesami osiąganymi przez moje drużyny, było wyszkolenie przyszłego I ligowca i reprezentanta Polski, a obecnie trenera Ruchu Chorzów - Dariusza Fornalaka. Mając 28 lat zostałem jednym z najmłodszych trenerów III ligi na Śląsku. Pierwszym zespołem seniorskim, który trenowałem był znany i zasłużony AKS Chorzów, a po nim inne, równie cenione kluby piłkarskie: Ruch Radzionków, Górnik Wojkowice i CKS Czeladź.
Od roku 1993 przez 3 kadencje działałem jako członek Rady Nadzorczej Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej, pełniąc w niej funkcję wiceprzewodniczącego i jednocześnie przewodniczącego komisji rewizyjnej. W latach 1993 do 1998 z ramienia Związku Nauczycielstwa Polskiego pracowałem jako koordynator społecznych inspektorów pracy czeladzkiej oświaty. Od 1994 r. przez kolejne 3 kadencje zostałem obdarzony zaufaniem wyborców, uzyskując mandat radnego Rady Miasta Czeladź. W kadencjach 1994 - 2002 sprawowałem funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta i przewodniczącego Komisji Rozwoju Miasta. W kadencji 2002 - 2006 z powodu objęcia stanowiska zastępcy burmistrza Miasta Czeladź złożyłem mandat radnego.
W latach 1994 - 1996 byłem członkiem Unii Pracy, z ramienia której uzyskałem mandat radnego. Kolejne lata działalności opierałem o lokalne ugrupowanie Nowa Czeladź. Od bieżącego roku jestem członkiem Platformy Obywatelskiej. http://www.zbigniewszaleniec.pl/omnie.htm
Według Instytutu Pamięci Narodowej wieloletni dyrektor Instytutu Fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa Profesor Jan Łopuszański, wybitny fizyk, w archiwach wrocławskiego IPN jest zarejestrowany jako tajny współpracownik. - Nie podpisałem żadnego zobowiązania - broni się 84-letni naukowiec
Notatka służbowa oficera SB. „W dniu 27 maja 1964 przeprowadziłem po uprzednim uzgodnieniu z tow. Góreckim rozmowę operacyjną z dziekanem wydziału matematyczno-fizyczno-chemicznego Uniwersytetu Wrocławskiego „Ł". (...) Charakterystyka rozmówcy podana przez kpt. „Z" potwierdziła się, jest on rzeczywiście bardzo bojaźliwy i przeżywa każde zetknięcie z nami. W rozmowie np. często zapominał się, tracił wątek i w ogóle czuł się bardzo skrępowanym, był nienaturalny, co przy jego erudycji i elokwencji jest wprost nienaturalne".
Informacje o Oppenheimerze W archiwum wrocławskiego IPN zachowała się cienka teczka i dwa mikrofilmy dotyczące tajnego współpracownika o pseudonimie Paget. Wyjeżdżającym często na zagraniczne uczelnie fizykiem od 1962 do 1970 roku interesował się kontrwywiad. Oficerowie chcieli wiedzieć, kto tam wykłada, jakie ma poglądy polityczne, czy realizowane są tam programy badawcze zlecane przez wojsko lub koncerny przemysłowe. Z jednej z notatek służbowych wynika, że brali pod uwagę możliwość wykorzystania pozycji dziekana do rozpoznania studentów wydziału. A przed półrocznym stypendium w Institute for Advance Study w Princeton w 1964 roku wyjaśniono mu, że departamentowi I szczególnie zależy na informacjach o Robercie Oppenheimerze, ojcu bomby atomowej i wyznaczono listę zadań do realizacji. W 1968 roku w marcu zbuntowali się studenci polskich uczelni, a w efekcie wybuchła antysemicka i antyinteligencka nagonka. Rada wydziału matematyczno-fizyczno-chemicznego uniwersytetu przyjęła uchwałę potępiającą politykę rządu. Jedną z osób, która ją podpisała, był prof. Łopuszański. W archiwach IPN-u zachowała się sporządzona przez oficera SB notatka z listopada 1968, w której Paget relacjonuje spotkanie w mieszkaniu wybitnego matematyka, prof. Stanisława Hartmana. Hartman miesiąc wcześniej dowiedział się, że wraz z grupą innych naukowców będzie usunięty z uczelni. Bez jego zgody przeniesiono go do Polskiej Akademii Nauk. Oficer zanotował: „Zdaniem Pageta spotkanie nie miało zabarwienia konspiracyjnej schadzki (...)". SB podejrzewała Hartmana, że zmobilizuje studentów do strajku w obronie wyrzuconych wykładowców. W 1970 r. kontrwywiad zawiesił kontakty z Pagetem, który po oświadczeniu rady wydziału o wydarzeniach marcowych, na jakiś czas przestał wyjeżdżać za granicę.
Wyraził zgodę Ponownie przypomniano sobie o nim w 1977 roku. Oficer zadzwonił do niego do domu i umówił się na spotkanie. 15 kwietnia Jan Łopuszański podpisał się pod zdaniem: „Oświadczam, że zobowiązuję się do utrzymania w tajemnicy faktu i treści prowadzonych ze mną rozmów przez pracownika Służby Bezpieczeństwa". Dwa miesiące później, znów w domu profesora, oficer zaproponował mu podpisanie zobowiązania do współpracy. Profesor odmówił. Jak zanotował esbek: „w czasie przekazywania informacji TW ps. Paget wszechstronnie i w sposób wyczerpujący odpowiadał na moje pytania, wykazując przy tym dużo własnej inwencji. W tej sytuacji po przyjęciu informacji, zdecydowałem się na zaproponowanie wymienionemu współpracy z SB. TW ps. Paget w sposób jednoznaczny wyraził zgodę na współpracę bez jakichkolwiek oporów i warunków, przyjmując pseudonim Paget dla ujednolicenia źródła przekazywanych informacji, które przekazywał będzie w formie pisemnej. Jego pozytywny stosunek do Służby Bezpieczeństwa, przekazanie przez niego informacji wyjściowej do organizowania w perspektywie przez nas działań ofensywnych na terenie RFN oraz wyrażenie ustnej zgody na współpracę z nami, upoważniło mnie do zwrócenia się z prośbą o pisemne potwierdzenie jego zgody na współpracę z nami. TW ps. Paget moją prośbą był trochę zaskoczony, stwierdził, że nawiązanie z nim kontaktu przeze mnie traktuje z całą świadomością jako kontynuację współpracy zapoczątkowanej przez Łysakowskiego (mjr Kniaziuk), a później Makucha. Dodał przy tym, że po 8 latach współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i wielokrotnym realizowaniu za granicą zleconych mu poważnych zadań sporządzenie takiego dokumentu o znaczeniu formalnym nie jest chyba konieczne. Sądzę, powiedział Paget, że dla pana ważniejsze są chyba rezultaty, a nie formalne zobowiązanie - panowie chyba mają do mnie zaufanie - sporządzanie takiego dokumentu narzucałoby w pewnym stopniu nasze dotychczasowe porozumienie. Na zakończenie dodał jeszcze, że zgadza się na współpracę z SB na dotychczasowych zasadach".
Miał kontakty Stara, poniemiecka willa. Przestronny salon, w rogu pokoju stoi fortepian. Jan Łopuszański, jeden z najwybitniejszych polskich fizyków w Polsce, do Wrocławia przyjechał ze Lwowa w 1945 roku. W lutym 1941 roku został aresztowany przez NKWD. 12 czerwca 1942 skazano go za działalność antysowiecką na 10 lat łagrów. Dziesięć dni później Niemcy zaatakowali Związek Radziecki. Młody Łopuszański razem z innymi więźniami miał zostać rozstrzelany, ale cudem uciekł z sowieckiego więzienia. Przez wiele lat nikomu nie opowiadał o tamtych przeżyciach, a jego najbliżsi współpracownicy dowiedzieli się o tym dopiero w latach 80. 84-letni dziś fizyk przyznaje, że miał kontakty z oficerami SB. I podkreśla, że nie podpisał żadnego zobowiązania do współpracy. - Spotykali się prawie z każdym, kto wyjeżdżał za granicę, a ja byłem w pewnym sensie na świeczniku - mówi profesor. - Mówiłem jakieś ogólniki, ale przecież nie pokazywali mi tego, co napisali, więc skąd mam wiedzieć, co było w tych papierach? Żona profesora, Barbara, wiedziała, że do domu czasem przychodził oficer SB. - Te rozmowy po powrotach z zagranicy były w tamtych czasach oczywiste. Wiedziałam, że mąż podpisał zobowiązanie do zachowania tajemnicy. Nawet przede mną. Ale to, co jest napisane w tych dokumentach, jest oburzające. Jak można być tak podłym? Jak się bronić? Przecież Jasiu to człowiek kryształowej uczciwości, autorytet dla wielu ludzi - denerwuje się. Kiedy słyszy, że według notatek oficera SB, profesor miał dostać w prezencie dwa koniaki, nie wytrzymuje: - Przecież my nie pijemy!
Jest czysty? - Nigdy nie miałem poczucia, że traktują mnie jako tajnego współpracownika. Jestem czysty jak kryształ. Nie pisałem żadnych raportów, nie podpisywałem protokołów z przesłuchań. Te wiadomości ode mnie to nie były żadne tajne ani mogące komukolwiek zaszkodzić rzeczy. Amerykańskie Princeton czy Instytut Maksa Plancka w Monachium nie miały nic wspólnego z polityką ani nie prowadziły tajnych badań. W tamtych czasach każda aktywność zagraniczna uczelni, a szczególnie kontakty z Zachodem, były pod szczególnym nadzorem SB. Włożenie w moje usta słów o ośmioletniej współpracy z SB i „wielokrotnym realizowaniu za granicą poważnych zadań" jest rzeczą absurdalną. Podobnie, umieszczenie mojego nazwiska w kontekście sugerującym działanie na niekorzyść mojego przyjaciela, profesora Hartmana, uważam za rzecz niegodną - podkreśla profesor Łopuszański. - Znamy się wiele lat. Pomagał mojej rodzinie, kiedy byłem internowany. Zresztą nie tylko mojej - podkreśla prof. Ludwik Turko, poseł na Sejm I i II kadencji, sędzia Trybunału Stanu w latach 1997-2001. Niedawno razem z europosłem Józefem Piniorem opublikował tekst w obronie lustracji. - Nie mam wątpliwości, że należy dać ludziom możliwość moralnej oceny tych, którzy szkodzili innym - dodaje. Zdaniem Turki trudno też w tym przypadku mówić o tajnej współpracy. - Nie ma podpisanego zobowiązania. Są tylko wewnętrzne dokumenty SB pozbawione wewnętrznej spójności. I tak, tajnemu współpracownikowi Paget, zarejestrowanemu już w latach 60., podsuwa się nagle w 1977 roku zobowiązanie do współpracy. Fakt odmowy oficer SB obudowuje rzekomą wypowiedzią o dotychczasowej dobrej współpracy. Ten fragment jest raczej szukaniem alibi przez oficera, któremu nie powiodła się akcja werbunkowa. Wydaje mi się, że istotą tej sprawy jest wikłanie inteligencji w zależności z SB. Oczywiście, profesor mógł odmówić spotkania z oficerem w domu i zażądać wezwania na komendę. Był dyrektorem i było oczywiste, że mogą domagać się od niego na przykład listy nazwisk osób wyjeżdżających za granicę - opowiada Turko.
IPN nie ma wątpliwości Dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej Włodzimierz Suleja mówi jednak wprost: - Profesor był tajnym współpracownikiem. Czasem rezygnowano z pisemnego zobowiązania do współpracy, choć rzadko. Ale po przeczytaniu zachowanych u nas dokumentów nie mam wątpliwości, jaki był w tym wypadku charakter kontaktów z SB. Wbrew temu, co twierdzi, nie wszyscy rozmawiali z esbekami. Dwa lata temu podczas uroczystego jubileuszu odnowienia 50-lecia doktoratu na Uniwersytecie Jagiellońskim profesor Jan Łopuszański wygłosił przemówienie. Powiedział między innymi: „Wielkie zdolności nie muszą oznaczać wysokiego morale. Ludzie genialni muszą jednak wypełnić swoją kulturalną misję im powierzoną, jeśli warunki bytowe na to pozwolą. Szkoda, że tak mało łączy morale z talentem!". Na koniec zacytował Marcina Lutra: „Oto stoję tu. Nie potrafię być inny. Boże, pomóż mi. Amen
(...) Podczas mszy w intencji zmarłej ok. 2 tys. wiernych szczelnie wypełniło kościół, inni stali wokół niego. Proboszcz siemianowickiej parafii pod wezwaniem św. Michała Archanioła, ks. Eugeniusz Kurpas, homilię poświęcił chrześcijańskiemu rozumieniu śmierci, ale także temu, jak żyć, aby być spokojnym w jej obliczu.
- Co trzeba uczynić, by być spokojnym w momencie śmierci? Przede wszystkim nie żyć dla samego siebie - bo najważniejsza w życiu jest miłość, miłość Pana Boga i miłość ludzi - zaznaczył ks. Kurpas.- W bliźnich kocha się lub lekceważy samego pana Boga - dodał, przestrzegając, że ci, którzy - jak mówił - "tkwią w piekle za życia", powinni wrócić do Boga i służyć bliźnim.
Na zakończenie mszy w kościele zaśpiewał lider legendarnej grupy SBB, Józef Skrzek. Kondukt przeszedł na pobliski cmentarz parafialny przy dźwiękach górniczej orkiestry. Tam czekały już setki ludzi, chcących pożegnać Blidę.
Wlasnie, tego szukalem aby przypomniec Jurka w Sejmie a tu Pan sam wyskoczyl z tym starym textem. Jako jedyny komentarz do tego mozna dodac , ze naswietlanie takiego postepowania jakie ujawnil Jurek w Sejmie Powinno ulatwiac spoleczenstwu szybka orientacje polityczna.
Nie to jedank chce napisac. Pan Janusz wspomnial ks prof Bartnika. Textu tego nie czytalem ale mam uwagi ogolne co do kleru ( czesto b. katolickiego i przyzwoitego – nie przecze), ktory Dramatycznie rozpisuje sie nt problemow dzisiejszego Swiata , Polski czy Kosciola. Otoz – w tych kwieciscie opisanych dramatach - zuwaza sie pewien niezwykly syndrom swiadczacy dobitnie o patologi umyslow tych ludzi. Mianowicie – zgodnie z najwyzsza dyscyplina intelektulana - medrcy ci przemilczaja wplyw Kosciola na losy tego Swiata. Wedlug tego zgodnego i grobowego milczenia - moznaby przyjac – ze Kosciol Swiety nie ma wplywu na losy Swiata. Jest to oczywiste bluznierstwo , ktorego dopuszcza sie czolowka Kosciola bez sladu zenady. U zrodla tego milczenia – mydlenia oczu bardziej prawdziwie – lezy strach przed ruszeniem tematu Soboru WII i zbrodni Jakie tam popelniono przeciw Kosciolowi Swietmu. Dotykajac bowiem tematu wplywu Kosciola na Swiat , natrafionoby niechybnie na dysfunkcje jakie go zniewalaja. A ktorych nie wolno ruszyc bo Kosciol wolny prowadzil ludy nie tylko ku zbawieniu niebieskiemu ale ku pokojowi i sparwiedliwosci Juz tu na Ziemi. To popsuloby intres!
Te Dysfunkcje zas sa pochodna zmian , ktore wprowdzono tak podczas Soboru jak i potem. Grzebiac zas dalej okazaloby sie , ze Swiete Dogmaty wiary zostal zastaly zastapione swietymi krowami np: ekumenizmem, dialogiem, rownoscia , filosemityzmem, feminzmem czy prawem do niszczenia Mszy Swietej ( co nawazniesze!!!). Oczywscie bylby tam tez gwozdz programu : pontyfikat JPII. A tej grozy nikt nie zniesie.
A to Podczas tego pontyfikatu Polske spotkaly najwieksze nieszczescia tysiaca lat istnienia Narodu; zniszcenie zasobow duchowych i materialnych Na skale jakiej nikt nie zna . Kto zas zapyta jaki wplyw na to wszystko mial JPII – expresso swiety?
O odruchu samokastracyjnym. Autocenzura i poprawność polityczna, serwilizm demoliberalny identyczny do bolszewickiego
Witam
Normalny prokurator z miejsca powinien się zainteresować samym donosicielem, który skarży się na to, iż jako dziennikarz dostaje informacje o konkretnych wydarzeniach. Rzeczywiście od pewnego czasu w Polsce zauważa się nowy typ dziennikarza bezinformacyjnego, czyli takiego, który nie chce otrzymywać wiedzy na temat różnych sytuacji z wielu źródeł.
Rozumię, że nie chcą o czymś pisać, bo taka test polityka redakcji, ale żeby nie chciec wiedzieć o czym inni informują, to jakaś słonność zmierzająca do sterylizacji własnego mózgu.
Autocenzura i poprawność polityczna pewnie, u niektórych dziennikarzy, spowodowała odruch pisania zawiadomień z powodu zbrodniomyśli i to niezależnie od tego czy fktycznie coś jest zbrodniomyślą, lub też nią nie jest.
Serwilizm demoliberalny jest identyczny do bolszewickiego.
Subject: sowa magazyn europejski redakcja "fakty i mity" poinformowana zostala o faktach: Yom ha Soah Lodz;Miroslaw Chojecki WJFF: Film Festival "Jewish Motifs"
czy mitem jest, ze w odpowiedzi na e-mail do redakcji "fakty i mity" redaktor marek szenborn robi z siebie durnia i straszy czytelnika, ze zawiadamia prokurature, ze zostal poinformowany, ze w miescie lodzi obchodzodzono dzien zaglady zydow, a we warszawie odbedzie sie w maju festiwal filmow zydowskich?
----- Original Message ----- From: "Marek Szenborn" <marek@faktyimity.pl> Sent: Wednesday, April 18, 2007 8:05 AM Subject: Re: [sowa] Stefan Kosiewski: Miedzy nami Aniolami;Zum Andenken, 8. März 1915;aukcja pocztówek;Janusz Górzynski:Do Tomasza;Yom ha Soah Lodz;Miroslaw Chojecki WJFF: Film Festival "Jewish Motifs"
> > Mówiłem żeby nie przesyłać mi tego spamu. Bez skutku? Więc tak jak > zapowiadałem powiadamiam prokuraturę!!! > > mailto:marek@faktyimity.pl > >
Subject: czy Redakcja Obywatela chce coś jeszcze adiustować, czy obywatel ma oddać Okraskę pod osąd społeczny?
---- Wiadomość Oryginalna ---- Od: "Redakcja Obywatela" <redakcja@obywatel.org.pl> Do: "Opozycja Pozaparlamentarna" <ycja1@o2.pl> Data: 21 stycznia 2007 11:56 Temat: Re: [sowa] Kardinál Ján Chryzo stom KOREC; do stolicy Czech - P ragi; Czy ruska mafia dostanie N OBLA?; zlikwidowac funkcjonujace w Czeladzi uklady; Wniosek o Re patriacje zle rozpatrywany; czas na normalno
Jeszcze raz: albo wykreslacie adres redakcja@obywatel.org.pl ze swojej listy wysylkowej, albo sprawa trafia do sadu za rozsylanie spamu. Prosze mi wiecej nie przesylac materialow, ktorych nigdy u was nie zamawialem i ktorych nie chce otrzymywac.
Ein winziges Hirnimplantat ermöglicht es einem ab dem Hals querschnittsgelähmten Mann, allein kraft seiner Gedanken E-Mails zu versenden oder Computerspiele zu spielen. Der von der US-Firma Cyberkinetics in Foxborough entwickelte winzige Chip kann die Informationen von bis zu 100 Nervenzellen abgreifen. Damit ist BrainGate das bislang am höchsten entwickelte Implantat dieser Art, berichtet der Online-Dienst des Wissenschaftsblatts "Nature". Im Juni 2004 pflanzten Chirurgen den Chip in den motorischen Kortex des 24jährigen ein. In dieser Hirnregion werden Bewegungen kontrolliert. Jede der 100 Elektroden auf dem Chip zapft eine Nervenzelle im Gehirn des Patienten an. Dadurch erlaubt es BrainGate dem Mann, zum Beispiel den Fernseher oder den Computer mittels eines Gedanken zu bedienen, selbst wenn er gleichzeitig etwas anderes tut, wie zum Beispiel sich zu unterhalten. Geplant ist, das Implantat vier weiteren Patienten einzupflanzen. ddp http://www.welt.de:81/data/2004/10/15/346193.html
Prokuratura jaka jest - każden widzi, a tylko były poseł Nowak uparł się być niedzisiejszy
Lubelska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie prania brudnych pieniędzy przez spółkę, we władzach której zasiadał Artur Zawisza, polityk Prawa i Sprawiedliwości
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył do prokuratury jeszcze w marcu tego roku były niezależny poseł z woj. świętokrzyskiego Zbigniew Nowak. - Na nieprawidłowości w wydawaniu publicznych pieniędzy z kasy Poczty Polskiej natknąłem się, jeszcze będąc parlamentarzystą. Później otrzymałem dodatkowe dokumenty - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą".
Chodzi o powstałą w Zamościu spółkę Eastern Enterprises, którą założyli przed siedmiu laty prawicowi politycy związani ze Zjednoczeniem Chrześcijańsko-Narodowym. Członkiem rady nadzorczej spółki Eastern Enterprises został wtedy pochodzący z Lublina Artur Zawisza, wówczas działacz ZChN. http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,3326917.html
Artykuł ten jest Listem otwartym do ministra Sprawiedliwości, zawierającym wniosek o konsolidacje prowadzonych w sprawie ludzi Marcinkiewicza postępowań karnych – tego z PO Świdnicy - w sprawie spółki „SYNTE”, sprzedaży za pół ceny RON LEASING – PO Warszawa V Ds. 51/05, śledztwa PA w Lublinie w sprawie posła Zawiszy i Jacka Turczynskiego (Poczta Polska) PA 11/06/s.
Ten list zostaje skierowany do:
General. Inspektora Kontroli Finansowej (pranie brudnych pieniedzy - giełda) Generalnego Inspektora Kontroli Skarbowej (konieczność przeprowadzenia kontroli) Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (premier może być szantażowany)
Kto, gdzie i kiedy...
„Grupa Kapitałowa Waledziak, Marcinkiewicz & Zawisza & Co - spółka z bardzo ograniczoną (jeszcze) odpowiedzialnoscią”
Instytut Środkowoeuropejski S.A., Eastern Enterprrises – Zamość obecnie spółka „PRACOWNIA”, z siedzibę przy Wiejskiej 6, Stowarzyszenia „Młode Wilki”, fundacja Rozwoju Komunikacji Społecznej, fundacja "DEBATA" spółki Chesterton Grup, Poczta Polska, WOFF & Fila – Lublin, itd.... w skład której wchodzą:
Wiesław Waledziak (Kancelaria Buzka, IŚ, Fundacja Debata, PROKOM) Kazimierz Marcinkiewicz (Kancelaria Buzka, IŚ, lewe przychody z HMC SA) Artur Zawisza (Eastern Enterprrises, Fundacja Rozwoju Komunikacji Społ.) Marek Matraszek (CEC Governement ) Marek Budzisz (ASAP Promotion & Consultants)) Waldemar Gasper (Telewizja Familijna) Cezary Michalski (Instytut Środkowoeuropejski0 Daniel Selin (Instytut Środkowoeuropejski, Fundacja Debata, KRRIT) Krzysztof Prokop Marek Zdrojewski (IŚ., mini. łączności, TNS OBOP, URE, ARP, IV NFI, PKŻ. TPI) Sebastian Bojemski (KNUFiE, Młode Wilki, Wodo. Warszawa., EE, teraz PRACOWNIA) Zbigniew Derdziuk (Kancelaria Buzka, WSI, IŚ, Kancelaria Jerzego Buzka) Wojciech Pawlak (Instytut Środkowoeuropejski0 Adam Pawłowicz (Instytut Środkowoeuropejski0 Mirosław Styczeń (prezes IŚ, oraz interesy za które został aresztowany) Dymitr Hirsch (I prezes IŚ., „Młode Wilki“ prezes Eastern Enterprieses VIA M.) Leszek Bucior (IŚ, KNUFiE. CT Creative Tea
ksiadz NN/miedzy Stelmachowskim i Kiszczakiem/- to biskup Gocłowski
2006/03/09 21:36:32
ksiadz NN/miedzy Stelmachowskim i Kiszczakiem/- to biskup Gocłowski z Gdanska,/ o ile dobrze rozpoznaje, po tylu latach/; nieznany "inteligent" - to jesli sie nie myle socjolog prof. Rejkowski z PZPR.
nie stać ich już na wymyślanie głupot, to informuje jeden z drugim o tym, co od lat jest w internecie:
(...) Wiele takich i podobnych zagadek może znaleźć każdy, kto poświęci choć kilka godzin na poszperanie w Internecie. Nie są to wyssane z palca kombinacje wielbicieli teorii spiskowych. To twarde dowody – dobrze udokumentowane. Na przykład biuletyn Worcester Politechnic Institute ze stanu Massachusetts pn. „WPI – Tranformations” w numerze z lutego 2002 r. opublikował analizę naukową pod wszystko mówiącym tytułem: „Głęboka tajemnica stopienia stali”. Oczywiście dotyczy ona sprawy stopienia konstrukcji budynków WTC, a w zasadzie niemożliwości zawalania się wież na skutek działania ognia.
Czym tłumaczyć nikłą znajomość tych faktów na świecie? W samych Stanach przyjęto metodę ignorowania wszystkich materiałów odmiennych od oficjalnej wersji. Ludzi, którzy je publikują, oznacza się etykietą zwolennika teorii spiskowych.
qub, AP 15-02-2006, ostatnia aktualizacja 16-02-2006 00:29
Firma CityWatcher.com jako pierwsza w USA zaczęła wszczepiać swoim pracownikom czipy, które służą jako identyfikatory zezwalające na dostęp do zastrzeżonych pomieszczeń. Do tej pory takie urządzenia wszczepiano psom i pracownikom prokuratury w Meksyku
zaświadczające, że jest się Osobą poszkodowaną przez IPN Kieresa i Kuleszy,
w myśl rozumienia zwykłej ludzkiej przyzwoitości i solidarności narodowej Polaków
- wystawiamy każdemu, czyje dane osobowe umieszczone zostały przez IPN Kieresa i Kuleszy na liście nazywanej: lista tajnych współpracowników, oficerów i pokrzywdzonych przez SB