nonsens
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Der Vertrag von 17.6.1991 zwischen der BRD und RP
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
Tagi
Twoja wyszukiwarka
Nasza Czeladź

Utwórz swoją wizytówkę

Wpisy z tagiem: żydokomuna

niedziela, 31 października 2010
Geremek - sknera mógł chcieć czołowo zabić Polaka, a ubezpieczalnia nie chce zapłacić za czyn skąpego żydokomunisty

Berele Lewart (pod przybranym nazwiskiem Bronisław Geremek) był żydokomunistą w randze Sekretarza POP PZPR
Written by sowa (») today at 12:51 in category communists, read: 2×
kommunisten/lewart-geremek.jpg

Geremek - sknera mógł chcieć czołowo zabić Polaka, a ubezpieczalnia nie chce zapłacić za czyn skąpego żydokomunisty.

Europoseł Gieremek (20 tys. euro miesięcznie + 10 tys. na biuro i kierowcę + 300 euro dziennie diety) chciał zaoszczędzić na służbowych podróżach do Brukseli, dlatego zamiast kierowcy zabrał sobie prywatnie kobietę do auta i przyrżnął czołowo na lewym pasie jezdni w Polaka. Dopiero po miesiącach żydy uznały, że Polak nie zawinił, ale do dziś nie chcą zapłacić za czyn zbrodniarza-samobójcy.


http://sowa.quicksnake.org/communists/Berele-Lewart-pod-przybranym-nazwiskiem-Bronisaw-Geremek-by-ydokomunist-w-randze-Sekretarza-POP-PZPR

środa, 07 lipca 2010
czy Lech Kaczynski pytal przez telefon satelitarny Tuska, co ma robic?

Nie mogę pojąć dlaczego tak ważne jest przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego a już zupełnie nieważne przesłuchanie hrabiego Komorowskiego i Tuska w sprawie Smoleńska. Ten przechył na jedną stronę grozi wywrotką

Władek wlak@wp.pl
  | Lech Klekot |


czy Lech Kaczyński pytał przez telefon satelitarny Tuska, co ma robić?

poniedziałek, 21 czerwca 2010
Kaczyński wciąga postkomunistów do koalicji, żeby ich zdradzić, a Napieralski jest młody i naiwny


Kaczyński wciąga postkomunistów do koalicji, żeby ich zdradzić jak Leppera i Ligę Polskich Rodzin, a Napieralski jest młodszy od Giertycha i naiwny jak czeladnik w masonerii
wtorek, 16 marca 2010
Sikorski wyrzekł się pochodzenia brytyjskiego i wykorzystuje MSZ w prywatnej kampanii wyborczej ambitnej żony Appelbaum
Sikorski wyrzekł się pochodzenia brytyjskiego i wykorzystuje MSZ w
 prywatnej kampanii wyborczej 
http://wiadomosci.onet.pl/2142190,11,sikorski_zrzekl_sie_obywatelstwa_oto_d...Radosław Sikorski uśpił swoje brytyjskie obywatelstwo, żeby jego żona o żydowskim nazwisku Appelbaum mogła sobie zostać Pierwszą Damą Rzeczypospolitej Obojga Narodów z paszportem USA i dwoma synami...
mehr


SOWA SOWA
16.03.2010 - 19:27
0 Radosław Sikorski uśpił swoje brytyjskie obywatelstwo, żeby jego żona o żydowskim nazwisku Appelbaum mogła sobie zostać Pierwszą Damą Rzeczypospolitej Obojga Narodów z paszportem USA i dwoma synami, których wychowuje na Ortodoksyjnych Polaków i Katolików. Sikorski traktuje przy tym prywatny folwark MSZ jak element antydemokratyczny w swojej prywatnej wojnie z żydomasonem Komorowskim  o stołek po byłych: Kalksteinie, Stolzmanie i Kohne.

SOWA
http://www.oneview.de/url/113397018

niedziela, 14 marca 2010
śp. ks. Zdzisław Peszkowski mawiał na ubowców: SIURKI

śp. ks. Zdzisław Peszkowski mawiał na ubowców: SIURKI

przez: sowa magazyn europejski (w dniu:: Sun Mar 14 10:11:54 PDT 2010)

śp. ks. Zdzisław Peszkowski miał także zwyczaj używania, w rozmowach ze mną, słowa: SIURKI - na określenie ubowców zakonspirowanych na różnych państwowych posadach w Rzeczypospolitej Polskiej po Magdalence i tzw. okrągłym stole.

http://ochaby.blox.pl/2010/03/sp-ks-Zdzislaw-Peszkowski-mial-zwyczaj-uzywania.html
poniedziałek, 01 marca 2010
Rozlicza żyd Polaków w Niemczech ze składek związkowych
1GermanyHessen Strona profilowa użytkownika magazyneuropejski

magazyneuropejski

mężczyzna - 56 lat, Frankfurt am Main, Germany

Blog / Rozlicza żyd Polaków w Niemczech ze składek związkowych

Zdjęcia użytkownika magazyneuropejski na Netlog

(...) w Brukseli 1 października 2009 roku, kiedy to na jubileuszowym zjeździe organizacji przedstawicieli mniejszości narodowych w Europie FUEN/ FUEV dowiedziałem się o przyjęciu do tej organizacji, finansowanej głównie ze środków niemieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Związku Polaków spod znaku Rodła. Przedstawiono mi nowego prezesa Rodła, Marka Woycickiego, o którego dotychczasowej działalności polonijnej nic nie słyszałem, więc zapytałem go, skąd on jest, z jakiej Gromady Związku Polaków w Niemczech? Odpowiedział, że jest z Frankfurtu nad Menem. Wyraziłem więc swoje zrozumiałe zdziwienie i zainteresowanie, gdyż to ja jestem od lat członkiem Gromady ZPwN Frankfurt (wstąpiłem przed laty tylko i wyłącznie po to, by pomóc śp. pani Balińskiej w działaniach integrujących nasze lokalne środowisko) a poza panem Bochynkiem i kilkoma innymi osobami, które współuczestniczyły przed laty w naszych wspólnych projektach (m.in. realizacji kilku audycji telewizyjnych dla programu "Offener Kanal" ) nie poznałem niestety dotąd żadnych nowych członków Oddziału. A tu pod nosem niejako wyrósł mi nowy prezes, członek Konwentu prowadzonego przez Ambasadę i zaliczonego już przez finansowany z Berlina FUEN do przedstawicieli mniejszości narodowych w Niemczech.

Zapytałem więc pana Woycickiego o wewnętrzne sprawy związkowe, o trudności związane z osobą poprzedniego prezesa Rodła; wspomniałem przy tym, że pragnąc zachować swoje zwykłe członkowstwo w ZPwN nigdy nie miałem i nie mam ambicji pełnienia żadnej funkcji z wiadomego powszechnie powodu: dosyć mam już innych, społecznych zajęć. Na moje pytanie o działalność Oddziału Frankfurt Pan Woycicki odparł, że Oddział Frankfurt nie istnieje. Jak to nie istnieje - zaoponowałem: a Pan Bochynek, a ja?
Na co mój rozmówca odrzekł, iż wkrótce powoła jakąś niezależną firmę, która zajmie się ustalaniem listy członków Związku Polaków w Niemczech i przesłaniem jej do Sądu Rejestracyjnego w Bochum.

Nie kryłem swojego zdziwienia: Jak to? Zamierza pan zapłacić jakimś żydom za to, żeby oni zajęli się ustalaniem tego, kto jest, a kto nie jest członkiem Związku Polaków w Niemczech? Nie mogłem pojąć źródeł tych intencji i dlatego zapytałem też: a kim pan właściwie jest? Polakiem, czy żydem? Marek Woycicki nie uważał za stosowne odpowiedzieć Polakowi, członkowi Związku Polaków w Niemczech na postawione mu, proste pytanie. Odszedł od stolika w hotelu Conrad, w którym miała miejsce ta rozmowa.

Mówię o tym wydarzeniu dlatego, że znam działalność Odziałów ZPwN w kilku innych miastach niż Frankfurt i jestem przekonany, że członkowie Związku, Polacy w Mannheim, Hamburgu, Berlinie, Monachium, czy Bochum mogą być zainteresowani niepokojącymi działaniami, nie zapowiadającymi żadnej przyszłości politycznej dla pana Woycickiego ale i nie wróżących też nic dobrego dla Związku, w którym Polak Polakowi bratem, jak mówi zasadnicza Prawda Polaków w Niemczech (...).

http://zgoda.blox.pl/tagi_b/13491/Kosiewski.html

http://www.mypodcast.com/fsaudio/sowa_20100209_082- 2-597466.mp3

W Niemczech żyd Marek Wojcicki robi od 2009 roku za Polaka (ściślej zaś mówiąc: za Mniejszość Polską, bo chce wyrwać od rządu w Berlinie kasę na tzw. działalność kulturalną) i jest partnerem Ministra Spraw Zagranicznych RP Radka Sikorskiego, który robił w Afghanistanie za Taliba, a w rzeczywistości był tajnym agentem brytyjskich służb specjalnych, który podawał się w ramach legendy za korespondenta wojskowego i nawet z części swoich raportów złożył w tym celu ambitną książkę przygodową.

Przygoda Marka Wojcickiego z przemianami tożsamości zaczęła się wtedy, kiedy to młodzian uchodzący w Polsce za Polaka dowiedział się, że jest żydem i postanowił w 1982 roku podać się za Niemca, żeby powołać się na prawo Reichu i uzyskać obywatelstwo niemieckie w Niemczech. Potem zatrudnił się jako Partner żydowskiej firmy Artur Andersen w Eschborn koło Frankfurtu nad Menem, która to firma wystawiała fałszywe świadectwa dla amerykańskiej firmy żydowskiej ENRON, która to firma spowodował kryzys na giełdzie w Nowym Jorku fałszywymi (wirtualnymi) zestawieniami liczb w rachunkach księgowych (...).
http://sowa.mypodcast.com/201002_archive.html

http://pl.netlog.com/magazyneuropejski/blog/blogid=105497#blog
sobota, 06 lutego 2010
Pierwsza Dama Rzeczypospolitej Obojga Narodów, żydowska Matka Polskich Dzieci Sikorskiego
W odróżnieniu od wszystkich dotychczasowych prezydentów RP Radek Sikorski nie będzie musiał ukrywać żydowskiego pochodzenia swojej żony, Anne Appelbaum która ma nawet nazwisko podobne do: Bona, co przyniosła z Ziemi Włoskiej do Polski nie tylko włoszczyznę ale i kulturę dworsko-żydowską.

http://elefanta.pl/bookmark.action?bookmarkId=10411688

piątek, 05 lutego 2010
Miejscowy żyd Adamkiewicz kupił państwową fabrykę lekarstw POLFA w Pabianicach
Obiecuje zainwestować 35 mln złotych i przyjąć 10 osób do pracy w fabryce. Nie wiadomo, ile zapłacił i skąd wziął pieniądze na kupno fabryki w której pracuje 800 osób.
http://elefanta.pl/bookmark.action?bookmarkId=10411529
poniedziałek, 01 lutego 2010
Minister ds. deregulacji gospodarki Jan Krzysztof Bielecki brzmi dumniej, niż: LIKWIDATOR

8. Jan K. Bielecki - Izaak Blumenfeld

Zegarki się reguluje, albo rozwala. Do rozpieprzenia do reszty gospodarki w Polsce Tusk zapowiada, że użyje Jana Krzysztofa Bieleckiego, a ten zapowiada swobodę obyczajów handlowych; firmę założyć w 1 dzień, na 2 dzień nabrać kredytów, na 3 oszukać frajerów, a 4 dnia dostać Białego Orła Biznesu od Min. Bialeckiego, który jawi się jako jawny lobbysta cudzych geszeftów w wy..deregulorowanej Polsce.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
córce Buzka dolary dupą wychodzą na dobrym filmie "Rewers" w recenzji żyda Jastruna

 Stalinowski August Bęc-Walski straszy w czarnej komedii pt. „Rewers”

 

Reżyser Borys Lankosz (ur. 31 marca 1973 w Krakowie)

 

Kilka dni temu moja młodsza generacja, której studencka przerwa świąteczna przedłużyła się aż do Trzech Króli, zabrała mnie w Zakopanem do kina. Akurat grali w lokalnym, zbudowanym jeszcze przed wojną kinie „Sokół” nagrodzony „Złotymi Lwami” na zeszłorocznym Festiwalu w Gdyni film „Rewers”, więc się zgodziłem młodszej generacji towarzyszyć. Spodziewałem się bowiem, tak jak to było zazwyczaj za czasów PRL, że będzie to coś ciekawego. Niestety zawiedliśmy się oboje i to pomimo naszej, sięgającej blisko pół wieku, różnicy pokoleniowej. Ja już gdzieś w połowie tego wynagradzanego aż dziesięciokrotnie w Gdyni filmu chciałem z nudów wyjść z kina. Zachwalany przez media „Rewers” okazał się bowiem być czymś w rodzaju namolnego, propagandowego stalinowskiego  „produkcyjniaka”, oczywiście ustawionego „w odwrotną stronę”, czyli rodzajem „ubęcwalacza”, charakterystycznego dla ducha nowo-kapitalistycznej Polski. Skąd ten neologizm „ubęcwalacz”? Otóż jak pamiętam, w latach 1950 w krakowskim tygodniku „Przekrój” co tydzień na ostatniej stronie pojawiała się proto-komiksowa postać „hrabiego Augusta Bęc-Walskiego”, który wygłaszał reakcyjne, pro-kapitalistyczne i anty-ludowe sentencje. Zaś w „Rewersie” takie właśnie anty-ludowe sentencje wygłasza starsza wiekiem przedstawicielka klasy przed II Wojną posiadającej, której rolę w filmie odegrała znana krakowska aktorka Anna Polony. 

 

Jak na opowieść o życiu w Polsce anno domini 1952 przystało, zamiast wizerunków Papieża, częstokroć dekorujących ważne dzisiaj placówki kultury duchowej, w tym i witryny  internetowe (patrz np. portal wirtualnapolonia.com), na filmie gabinet redaktora naczelnego czasopisma „Poezja” przyozdabia (rzeczywiście wtedy obowiązkowy) portret prezydenta Bieruta, zaś w sekretariacie redakcji umieszczony został (nie obowiązkowy wtedy) portret Karola Marksa. No i przez pierwszą – bez przesady – połowę filmu, jego młoda, z „dobrej rodziny” bohaterka, którą gra Agata Buzek, się męczy nad sposobem ukrycia, przed Władzą Ludową, złotej – chyba 20? – dolarówki, z symbolicznym napisem „Liberty” czyli „Wolność”. Tę złotą monetę, symbolizującą rozwydrzenie amerykańskiego kapitalizmu, ówczesna obrzydliwie totalitarna władza rodzinie o dobrych ziemiańskich korzeniach chciała oczywiście zarekwirować. I tu zachodzi historyczna nieścisłość. Otóż z tych odległych dzisiaj czasów jako dziecko zapamiętałem, że moja dalsza litewska, ziemiańska rodzina – a pochodził z niej przecież najlepszy as wywiadu „średniego” PRL, kapitan Andrzej Czechowicz, który pod koniec lat 1960 „rozpracował” redakcję Wolnej Europy w Monachium – rzeczywiście kamuflowała otrzymywane z USA papierowe dolary w wypełnionych mąką puszkach po darach z UNRA. Natomiast nasze rodzinne post-burżuazyjne precjoza, w tym i te ze złota, nie interesowały władz, istniały wtedy przecież sklepy „Jubilera”, w których można było legalnie takie przedmioty kupić względnie sprzedać.

 

Aby ukryć tę ponoć trefną za Stalina, złotą (20?)-dolarówkę, młoda redaktorka miesięcznika „Poezja” zastosowała znaną od tysiącleci metodę polegającą na połykaniu i ukrywaniu w przewodzie pokarmowym cennych, małych przedmiotów. (Według źródeł historycznych ta metoda była tak popularna wśród Żydów uciekających z Jerozolimy po jej zdobyciu przez Rzym w 135 roku, że rzymscy żołnierze „na żywo” rozcinali uciekinierom trzewia, by wydobyć ukryte w ich wnętrzu kosztowności.)  Ta dobrze znana i współczesnym przemytnikom metoda nadaje się do względnie krótkotrwałego ukrycia nie rozpuszczalnych przez kwasy żołądkowe przedmiotów, natomiast staje się ona kompletnie absurdalna gdy trefny obiekt trzeba ukrywać przez długie okresy czasu. Na pozór rewelacyjny zatem pomysł autora scenariusza, by w ten antyczny sposób kamuflować, przez całe miesiące, posiadanie złotych monet, pasuje zatem jak ulał do tekstów satyrycznej rubryki „Przygody rodziny Augusta Bęc-Walskiego” w krakowskim „Przekroju” lat 1950-tych. Ponieważ po kilku dniach złoty symbol „amerykańskiej wolności” był przez bohaterkę filmu z konieczności wydalany wraz ze stolcem, więc po jego odszukaniu w odchodach (czego na szczęście w kinie nie pokazywano), trzeba go było dokładnie opłukać i połknąć po raz wtóry. I na fotogenicznych zdjęciach dokonywanej cyklicznie w łazience przed lustrem, czynności oczyszczania i połykania złotej „hostii”, zbiegała w zasadzie pierwsza połowa filmu „Rewers”, mająca przedstawiać zabawno-straszne sceny z życia we wczesnym  PRL-u.

 

Dopiero następnego dnia po obejrzeniu tego osiągnięcia młodej polskiej kinematografii zacząłem kojarzyć, że sceny z połykaniem złotej monety były celowo wydłużone jako „wprowadzenie ideologiczne” do głównego wątku „Rewersu”. Otóż eksponowany na ścianie redakcji „Poezji”, brodaty Karol Marks, w krótkim artykule „Zur Judefrage” z roku 1844 („W kwestii żydowskiej”, patrz I tom „Dzieł” K. Marksa i F. Engelsa) postulował, że pieniądz i złoto to „prawdziwy bóg żydowski”, który stał się „bogiem świata”. A zatem i połykana przez młodą aktorkę z nabożeństwem, przed lustrem złota „hostia” z napisem „Liberty”, to było nic innego jak powtarzanie w filmie znanych z kościoła aktów przyjmowania komunii, w tym wypadku komunii z „bogiem” kapitalizmu, o którego powrocie marzył, na łamach „Przekroju” przed 50 laty, hrabia August Bęc-Walski. Co więcej, od mego francuskiego, pochodzącego z żydów sefardyjskich kolegi Jeana Abou, którego znałem jeszcze z czasów naszych graduate studies na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, dowiedziałem się, przy okazji mego kolejnego pobytu w Paryżu w latach 1990-tych, że dla wczesnych chrześcijan pieniądz i złoto po prostu kojarzyły się z ...gównem. A zatem i nie uwidocznione na taśmie „Rewersu”, konieczne dla rzetelności scenariusza, sceny wydobywania przez bohaterkę – w realu córkę obecnego Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzego Buzka – złota z jej własnych odchodów, też mogą być traktowane jako ilustracje marksistowsko-freudowskiej teorii wielbienia przez burżuazję oralno-analnych kontaktów seksualnych z tejże burżuazji „bogiem”.

bierze sie za grzebanie w gównach przez córkę Buzka i miesza SB z UB w 1952 r. (Marek G.)


Takich, przeniesionych w czasy stalinowskie, zachowań się współczesnego społeczeństwa hiper-burżuazyjnego, było pokazanych na filmie więcej. Mianowicie tak zwane „służby” – w 1952 to było SB, dziś to CBA, ABW i im podobne – w „Rewersie” aż dwa razy aresztowały i wyprowadzały poza plan, w domyśle do aresztu, prominentne postacie ówczesnego reżymu: raz to był jakiś popularny generał, którego wieczorem wyciągnięto z łóżka, drugi raz naczelny redaktor „Poezji”, któremu ten afront uczyniono w biały dzień, w obecności wszystkich pracowników redakcji oraz pilnujących budynku redakcji cieci. Pierwowzorami dla tych scen było niewątpliwie wyciągnięcie 3 lata temu z łóżka – co prawda nie o 10 wieczór ale o 6 rano – przez SB, przepraszam ABW, śląskiej posłanki Barbary Blidy; w biały zaś dzień, w obecności pracowników Sejmu (oraz zapewne specjalnie na tą okazję ściągniętych dziennikarzy TV), miało nastąpić spektakularne aresztowanie przez CBA wicepremiera Leppera 2,5 roku temu. W życiu jednak nie wszystko wychodzi tak gładko jak w filmie, posłanka Blida w łazience, zamiast połknąć kompromitujące ją dokumenty, naprawdę sama sobie strzeliła w komorę serca, której usytuowanie w piersi wcześniej musiała dokładnie poznać, by się długo po tym zabiegu nie męczyć; wicepremier Lepper naprawdę został przez kogoś ostrzeżony, że do jego gabinetu „służby” wniosą mu czarną walizkę z 3 milionami złotych. I jak to przez następne pól roku wałkowano w telewizji, z przygotowanego przez SB – przepraszam, przez CBA –  spektaklu „złapaliśmy w Rządzie złodzieja” wyszły spektakularne nici.

 

Jednak prawdziwym cymesem „Rewersu” jest męska postać przystojnego i fizycznie sprawnego agenta SB, którego zachowanie się reżyser najwyraźniej modelował na wizerunku medialnym tak zwanego „agenta Tomka”. To właśnie oglądając na filmie, powtarzające się kilkukrotnie sceny przynoszenia, przez tajemniczego amanta o imieniu „Bronisław”, dla jego wybranki kwiatów, zacząłem się zastanawiać, że ja te sceny z kwiatami, całkiem niedawno widziałem w polskiej telewizji. I przypomniałem sobie, że były to zrobione ukrytą kamerą zdjęcia fachowego „podrywania” Beaty Sawickiej przez pracownika CBŚ o kryptonimie „Tomek”. W „czarnej komedii”, jaką reklamuje się być „Rewers”, agentowi SB o kryptonimie „Bronisław” nie udaje się jednak skorumpować rozkochanej w nim dziewczyny, przez matkę i babkę iście po Bęc-walsku ponaglanej by nareszcie wyszła za mąż. W wyniku tego służbowego niepowodzenia agent „Bronek” ginie w okropnych, fachowo odegranych na filmie męczarniach, otruty przez specjalizującą się w połykaniu i odzysku złotych monet przedstawicielkę zdeklasowanej burżuazji. W realu natomiast z roku 2007, agent „Tomek” tak skutecznie symuluje miłość, że udaje mu się przekonać byłą nauczycielkę, posłankę PO – a dzięki jej współpracy i burmistrza miasteczka Hel – do wzięcia łapówki 250 tysięcy zlotach. I zapewne za ten swój wyczyn playboya, którego miłosne „podchody” kosztowały Państwo Polskie ponoć aż 100 tysięcy złotych, „agent Tomek” ogłoszony został formalnie, w prawdziwym realu Polski roku 2009, „człowiekiem roku”.

 

Skąd się  wzięła ta sytuacja, że prawie wszystkie sceny z filmu zrealizowanego w latach 2008-2009, na taśmie czarno-białej i dzięki temu podbudowanego prawdziwymi zdjęciami filmowymi ulic Warszawy A.D. 1952, są odbiciami zdarzeń nagłośnionych przez polskie mass media roku 2007? W „Rewersie” widzimy przecież obowiązkowe obecnie dla każdego filmu sceny kopulacji (jak przystało na moralność lat 1950-tych, w prawie pełnym ubraniu), z których migawka w gabinecie dyrektora oczywiście przywodzi na myśl szeroko omawiane w mediach seksualne wyczyny pracownicy biura „Samoobrony” Anety K. Tą swą „pracą u podstaw” skutecznie doprowadziła ona do uwięzienia posła Łyżwińskiego, a premier Lepper ledwo się wtedy wybronił przed „kiciem” przy pomocy (nie znanych w latach 1950) testów DNA. Ponieważ moja młodsza generacja ma niezdrowe ciągoty – najwyraźniej i po ojcu i po dziadku, profesorze UJ – w kierunku filozofii, więc zobowiązany jestem do bardziej ogólnego spojrzenia na zjawisko „małpowania”, przez młodego reżysera „Rewersu”, rzeczywistości w której zwykł on przebywać. Otóż papugi, gdy słyszą powtarzane po wielokroć w ich obecności słowa, czy nawet całe frazy, to wręcz automatycznie zaczynają imitować słyszane glosy, oczywiście nie rozumiejąc, co w istocie one oznaczają. To zjawisko „asymilacji” otoczenia zaobserwowali już filozofowie starożytności i od samego Arystotelesa wywodzi się stwierdzenie „nihil est in intelectu quod prius fuerit in sensu” (nie ma nic w umyśle czego nie było wcześniej w zmysłach), które później rozpropagowane zostało przez angielskiego empirystę Locke’a. I właśnie z tej prostej, czysto fizjologicznej przyczyny, mający lat zaledwie 16 w momencie upadku „komuny” Borys Lankosz nafaszerował swą „czarną komedię”, usytuowaną w latach 1950, znanymi mu dobrze z telewizji wydarzeniami dekady lat 2000.

 

Poważny problem tkwi jednak w tym, że na dobrą sprawę nikt z dopuszczanych do głosu w mediach, przedstawicieli starszego pokolenia twórców kultury, tego ewidentnego „przekrętu” historycznego nie odważył się młodemu reżyserowi wytknąć. Na odwrót, korupcję poznawczą młodego Borysa Lankosza (jego ojciec, sadząc po nazwisku, był jednym z mych młodszych szkolnych kolegów) uhonorowano w Gdyni „Złotym Lwem” i nawet zaproponowano, by tym osiągnięciem współczesnej polskiej sztuki filmowej koniecznie podzielić się z resztą Europy. Otóż, wracając do filozofii, już ponad dwa wieki temu, bardzo religijny filozof-gnostyk Emanuel Swedenborg (1688-1772) zauważył (rozwijając przytoczoną powyżej myśl Arystotelesa), że „to widzisz, kim jesteś”. A zatem wystarczy przeczytać króciutkie  krytyki „Rewersu” zamieszczone w pierwszym, tegorocznym numerze tygodnika  „Przegląd” by sobie wyrobić opinię o stanie umysłów dzisiejszych polskich autorytetów kulturalnych. Na przykład Tomasz Jastrun (poeta, publicysta, ur. w 1950) stwierdził: „’Rewers’ jest fala idąca przez młode pokolenie. To po prostu dobre kino, a właśnie ono jest najlepszym ambasadorem kraju”; także zdaniem Hanny Bakuły (malarki i publicystki, ur. też w 1950) „’Rewers’ to perła z mega-utalentowanymi bohaterkami. Śmiałam się ogromnie, ale niestety byli ze mną Amerykanin i Francuzka mówiący po polsku i nie bardzo się zachwycili”. Natomiast Barbara Hoff (urodzona w Katowicach co najmniej kilka lat wcześniej niż ja w Zakopanem, w 1942 roku) stwierdziła: „’Rewers’ to całkowite nieporozumienie. Źle zagrane, zły scenariusz i chwilami nudne. Nie wiem dlaczego takie halo.” Z kolei doświadczony publicysta i krytyk kulturalny „Polityki”, Zdzisław Pietrasik (ur. 1947) skwitował „Rewers” politycznie poprawnym milczeniem, zauważając tylko, iż „Młodzi atakują z impetem (czego dowodem ostatni festiwal w Gdyni), lecz mistrz (Andrzej Wajda ze swym „Tatarakiem”) ciągle w formie. Nagroda w Berlinie i FIPRESCI za… poszukiwanie nowych dróg dla sztuki filmowej!

 

Na premierze „Rewersu” w Krakowie był obecny jeden z mych kolegów, który opowiadał mi, że po projekcji filmu na widowni zapanowała cisza, nikt nie klaskał, ktoś zapytał nawet, obecną na premierze Annę Polony, co ją skłoniło do wzięcia udziału w realizacji tego dzieła. Mająca lat trochę ponad 70 aktorka nic na to pytanie nie odpowiedziała, pytanie bowiem było retoryczne, czyli samo narzucające odpowiedź. Mej młodszej, mającej niezadługo wejść w  życie zawodowe generacji, zobowiązany jestem w tym miejscu przypomnieć, że już sto lat temu, a więc w Polsce jeszcze kapitalistycznej,  czyli przed-komunistycznej i przed-solidarnościowej, znany był dwuwiersz:

Dla pieniędzy ksiądz się modli,

Dla pieniędzy lud się podli

Jak to sprawdziłem w Wikipedii, nazwisko „Polony” jest niewątpliwie arystokratyczne i w dodatku blisko związane z nazwiskami Zamoyskich. A zatem w realu lat 2000, w którym monetaryzm z napisem „Wolność” stał się nie kwestionowanym „Panem Świata”, nie tylko kler oraz lud, ale także (była) arystokracja zrozumiała, że by (za)istnieć „w świecie”, temu Panu Świata trzeba służyć, gdyż właśnie na takiej „służbie” polega sens życia w tak zwanej Globalnej Cywilizacji…

 

 

Marek Głogoczowski, fizyk, literat i filozof, w latach 1968-69 współorganizator przerzutów do Polski, przez Tatry, książek paryskiej „Kultury”; przez całą dekadę lat 1970 na emigracji publikował, w tejże giedroyciowej „Kulturze”, swe „antyamerykańskie” artykuły.

http://senat.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?80640


Uwaga!

 

W rozesłanym przeze mnie przedwczoraj tekście „Rewers Rewersu” należy oczywiście podmienić SB na UB. Mój błąd wyniknął nie tylko z tego, że wciąż słyszymy w mediach o esbekach, ale i z mej dość dobrej pamięci wzrokowej. Mianowicie latem 1963 byłem na praktyce studenckiej w Remontowej Stoczni Gdyńskiej i mając czas, włóczyłem się późnym popołudniem po Nadbrzeżu Kościuszkowskim. Wtedy podszedł do mnie tajniak, odchylił klapę marynarki pokazując dość dużą oznakę z napisem SB i zapytał co ja tutaj, w strefie nadgranicznej z zacumowanymi obcymi statkami robię. Na co ja wybałuszyłem oczy pytając się go, co te literki na odznace oznaczają. Tajniak widząc, że ma do czynienia z młodzianem kompletnie „zielonym”, sam się wylegitymował i był bardzo zadowolony gdy ja z kolei pokazałem mu przepustkę na teren stoczni. Ponieważ pokazywana na „Rewersie” legitymacja UB-ka miała taki sam, wydłużony kształt małej książeczki, jak ta, którą widziałem u SB-ka, więc samo mi się napisało, że „Bronisław” był SB-kiem. Przepraszam.


niedziela, 03 stycznia 2010
Ziemkiewicz: KOMPAS na rok 2010 - Rzeczpospolita
Nasza Czeladź
                         Polska, jest państwem niezdolnym do zapewniania narodowi warunków cywilizacyjnego rozwoju, realizowania narodowych interesów, kultywowania narodowej kultury, umacniania ducha i poczucia wspólnoty. Struktury państwowe peerelu budowano nie dla obywateli, ale przeciwko nim. I nadal takimi pozostają, z tą jedyną różnicą, ...że o ile kiedyś zarządzała nimi scentralizowana mafia pod jednolitym, kremlowskim przywództwem, to po wielkim rozszabrowaniu upadającego peerelu, jakim była w podstawowym sensie transformacja ustrojowa lat 1986 – 1993, rozmaite fragmenty tej struktury dostały się pod zarząd rozmaitych koterii, sitw i mafii.
Zobacz więcej
www.rp.pl
Polska, jaką nam przez ostatnie dwie dekady zbudowano pod dyktando grup interesu wyrosłych z peerelu − zdeptanej, spustoszonej przez Stalina z Hitlerem i zbolszewizowanej kolonii − jest państwem, w którym brak sprawiedliwości stanowi zasadę ustrojową. ...
16 minuty temu · · Udostępnij

wtorek, 29 grudnia 2009
Polacy o poglądach narodowych nie mają dziś swojej reprezentacji. Zbigniew Lipiński, Myśl Polska 20-27.12.2009

  • Jędrzej Kitowicz: Opis obyczajów za panowania żydokomuny w Polsce.
    Rozdział: Obyczaj wskazywania sobie na Polaków palcem w obecności biskupa wprowadziła do tego teatru pierwsza ob. IV. RP Kaczyńska Maryja
Do nikąd czy do zwycięstwa?

Pytania o wiarygodność
(...) udowodnić, czym PiS tak naprawdę różni się od PO, a zadanie to wcale niełatwe. Teoretycznie partia J. Kaczyńskiego opowiada się za Polską solidarną, a jej główny przeciwnik liberalną. Ale tak naprawdę, co zrobił PiS, by uruchomić politykę społeczną czy choćby socjalną? Zaledwie – i to pod bardzo silnym naciskiem Giertycha – wprowadzono tzw. becikowe. Wypada chyba zgodzić się z jednym z politologów, że „solidarne państwo PiS-u było dla swoich, podobnie jak przepojone miłością państwo PO też jest dla swoich”.
Elektorat ugrupowania Kaczyńskiego stanowią w dużej mierze uniosceptycy. Lider i jego akolici bardzo starannie zabiegali o tę część głosujących. Tymczasem Lech Kaczyński nie tylko przegrał batalię o pozycję Polski w Brukseli, ale podpisał Traktat Lizboński, bez mrugnięcia okiem.
Przed atakującymi i ponaglającymi go „unitami” lękliwie zasłaniał się oczekiwaniem na wynik ponownego referendum w Irlandii. „To nie my, to oni” – zdawał się mówić prezydent. Zmarnował przy tym dwie kapitalne okazje. Pierwszą stanowił dramatyczny opór prezydenta Czech – Vaclava Klausa, co nasuwało logiczne wyjście – przymierze choćby w tej sprawie. Lecz L. Kaczyński nic w tym kierunku nie uczynił. Zmarnował też drugą – wręcz historyczną okazję – jaką stwarzało orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego RFN w Karlsruhe. Dopóki Sejm nie wprowadzi postanowień na wzór niemiecki, nie podpiszę Traktatu – mógł orzec. Ani Konstytucja, ani żadna ustawa nie określa terminu podpisania ratyfikowanej umowy.
Natomiast Pan prezydent jakby nie widział (a może widzieć nie chciał) tej szansy. Złożony już po podpisaniu wniosek części posłów do Trybunału Konstytucyjnego o orzeczenie zgodności Traktatu z Konstytucją stanowi przysłowiową „musztardę po obiedzie”. Toteż całe gadanie PiS-u i prezydenta o patriotyzmie, suwerenności, niepodległości włóżmy między bajki. Taka to i głowa państwa, która jednym podpisem zrzeka się formalnej suwerenności swojego kraju. Trafną uwagę na ten temat wypowiedział inny politolog: „PiS nie miało interesu w poważnym sporze z Platformą Obywatelską o Traktat, zwłaszcza że był on dziełem prezydenta Kaczyńskiego”. I nie należy tu doszukiwać się sprzeczności między braćmi. To sprytna reżyseria, nie na tyle jednak, by jej nie odczytać (...)

Pole do zagospodarowania
Od strony ideowej i programowej PiS nie wyczerpuje zapotrzebowania społecznego.

(...)  Polacy o poglądach narodowych – wyznawanych świadomie lub nieświadomienie mają dziś swojej reprezentacji. Pozostali jednak politycy i działacze (nieskompromitowani wypowiedziami w rodzaju „Dmowskiego bym do LPR nie przyjął” z rozbitych ugrupowań narodowych. To ich prawem, więcej – obowiązkiem jest odbudowanie obozu narodowego. Zadanie to trudne z wielu względów, że wymienię tylko ogromną wrogość, wręcz zoologiczną nienawiść, do tej orientacji zarówno ze strony tzw. lewicy jak i tzw. prawicy, w tym PiS-u. Cóż to jednak za politycy, którzy nie podejmują zadań trudnych. Miejmy nadzieję, że tacy się znajdą, a może już są.
Zbigniew Lipiński
Nr 51-52 (20-27.12.2009) Mysl Polska